Widzę kogoś. Owy ktoś po prostu idzie sobie
korytarzem. Nie za bardzo chce mnie spotkać, aczkolwiek kiedy już to się
dzieje, udaje tak pewnego siebie, że niemal zahacza brodą o lampy zawieszone
przy suficie. Natomiast w mojej głowie pojawiają się przeróżne wizualizacje.
Jedne bardziej okrutne, drugie mniej, wszystkie łączy jednak jedno – finał.
Każdy ma
taką osobę, której nienawidzi. Nie każdy ma taką osobę, której po prostu
nienawidzi bez powodu. Ja mam osobę, której nienawidzę za to, że nie mam jej za
co nienawidzić. Cóż za bez sens, a jednak istnieje i całkiem dobrze żywi się
rzeczywistością. Do tego jednostkowego uczucia dodać można bohatera zbiorowego – ludzkość. Generalnie ludzkość jest dla mnie
czymś co powinno być kontrolowane. Nie wymyśliłam jeszcze dobrego rozwiązania
tegoż problemu, bo system obiektywnego osądzania nie może istnieć. Najbliższe
temu byłoby wymieszanie autorytaryzmu z monarchią oświeceniową. Mam niezdrowe
zapędy władcze, mam również tego świadomość. I z pewną dozą niepewności
zauważam, że niektóre niebezpieczne i źle oceniane ustroje oraz postawy
dyktatorskie są zgodne z moimi wewnętrznymi przekonaniami. Gdyby je tylko
trochę zmodyfikować, gdyby tylko nie było…
Często do
głowy przychodzi refleksja, że powinnam się leczyć psychiatrycznie. Na pewno
kiedyś wyląduje w jakimś szpitalu psychiatrycznym albo więzieniu. Ilość wizji,
w których dzieją się niezgodne z prawem obecnego świata rzeczy wzrasta i coraz
bardziej przedzierają się one do życia rzeczywistego. Pragnienia narastają. To
niebezpieczne, wiem. Daje jednak ulgę, kiedy chociaż w myślach można sobie
ulżyć z tym całym śmieciem dookoła.
Chciałabym
uniknąć generalizacji. Oczywiście nie uważam, że tylko ja jestem godna życia.
Nie tylko moja osoba jest wyjątkowo wybitna z predyspozycjami do tego by
rządzić ludźmi dookoła. Nie stawiam siebie jako wzór, gdyż doskonale zdaje
sobie sprawę z tego jak bardzo niedoskonała jestem, ale patrząc na resztę…
Czuję się taka wyższa o nich. Inteligentniejsza i bardziej zaawansowana. Nie
cieszy mnie, że ktoś się pomyli. Nie cieszy mnie, że komuś upadnie lizak na
ziemie i się nie naje. To mnie denerwuje. Prymitywizm w wywoływaniu uczuć i
zachowywanie jak małpka na wybiegu, której ktoś z obsługi rzuci banana. No super, serio.
Jednakże
jednostek, z którymi można normalnie koegzystować jest tyle co kot napłakał, mówiąc
kolokwialnie. Nieraz, aż nie idzie ich wyłapać z tłumu – zapewne boją się, że
jeśli nie zaczną krakać jak reszta wron to będą skazane na śmierć. I tak zapewne
by było. Nakładka hipstera społecznego i bon włajasz.
Reasumując
ten jadowity i w sumie bezsensowny wywód – tak bardzo chciałabym mieć pistolet.
Tak bardzo chciałabym być dyktatorem. Tak bardzo chciałabym móc, bez żadnych
konsekwencji móc wyjąć ten pistolet i powybijać idiotów. Przecież oni sami się
o to proszą!
Albo chociaż
stworzyć im oddzielny świat. Na przykład na Księżycu. Jakaś odseparowana wyspa
na oceanie też się nada. Tylko… mogą się tam nie pomieścić.
~Homarrr

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz