Słyszeliśmy to kiedyś, słyszymy to teraz i słyszeć będziemy w
przyszłości. Nieodłączne zdarzenie życia, wpisany w konflikt pokoleń, które nie
mogą znieść zmian i negacji ich postanowień i zwyczajów. Życie toczy się dalej,
nie zatrzymują go żadne tragedie świata czy tragedie osobiste, a ścieżką
dźwiękową do tego zawsze już będzie „Ta dzisiejsza młodzież…” I zmieniać się
będzie tylko głos lektora w naszych głowach.
Nie należę do pokolenia w wieku średnim. Nie należę też do
najmłodszych roczników, którzy poszczycić się mogą magiczną dwójką jeśli chodzi
o rok urodzenia. Moje pokolenie (ach jakże to patetycznie i standardowo brzmi)
bawiło się na trzepakach, a podczas emisji Dragon Balla place pustoszały –
zapełniały się za to salony, gdzie stała magiczna puszka, zwana w niektórych
kręgach telewizornią.
Nie mam zamiaru twierdzić, że przez to jestem bardziej wartościowa, że
obecnie dzieciaki nie maja dzieciństwa. Przecież każdy ma inne rozrywki.
Najpewniej dla pokolenia jeszcze wyżej, nasza ekscytacja bajeczką była śmieszna
i dziecinna. Zwykły wymysł.
Mam natomiast zamiar zatrzymać się chwilkę dłużej przy zmianie
mentalności.
Można zarzucić mi, iż zgrzybiałam od środka i z każdą godziną starzeje
się o dwa miesiące, ale kiedy patrzę na obecnych absolwentów gimnazjów, bądź
też trzecioklasistów… Mam ochotę popełnić samobójstwo. Metaforyczne. W porywie
desperacji ostatecznie zabić swój zmysł słuchu i wzroku.
W potocznych związkach frazeologicznych istnieje idealny przykład
opisujący większość (aczkolwiek nie wszystkich!) person uczęszczających do
budynku oświaty na poziomie gimnazjalnym. Brzmi on mniej więcej w ten sposób:
„wyżej dupę ma niż sra”. Proszę o wybaczenie za wybitnie kolokwialny zwrot,
jednakże czy właśnie nie on najdobitniej opisuje obecną sytuację?
- Jestem taka fajna bo
skończyłam gimnazjum, teraz zmieniam szkołę. Piersi mi już urosły, włosy farbuje,
palę fajki i chwalę się ile to wypiłam. To dowodzi przecież jak bardzo dorosła
jestem do cholery!
- Jestem taki fajny bo liżę się
z każdą laską i klnę gorzej niż szewc. Jestem niebezpiecznym buntownikiem w
końcu chodzę po trawnikach, chociaż wbita jest w niej tabliczka „nie deptać
zieleni”. O fajkach i litrach wódy na śniadanie nie wspominając. Nie podskakuj
bo zawołam piętnastu moich kumpli i Ci wpierdolimy, kiedy będziesz szedł sam po
bułki do sklepu. Jestem w końcu taki
dorosły.
Wybitnie ewaluował również aspekt kontaktów z drugą osobą. Oczywiście
pomijając głupotę i egoizm pod przykrywką asertywności i wszystko-wiedzyzm na
każdy temat żyjąc zgodnie z mottem „nie znam się to się wypowiem”.
Jeszcze dwa lata temu, kiedy przekraczałam mury szkoły średniej czułam
respekt dla starszych uczniów. W końcu oni w tej dżungli byli dłużej -
weterani, których doświadczenie i porady mogą być nieocenione. Po prostu
zwyczajny szacunek ze względu na staż. Obecnie? Szacunek? A co to? Jestem
królem świata i macie się mnie wszyscy słuchać. 16 lat to taka poważna liczba i
dowodzi ile zła, zawodów miłosnych i niesprawiedliwości już doświadczyłem.
Nie jestem fanką bicia dzieci (o ile można kimś takim być), jednak
uważam, że bezstresowe wychowanie to idiotyzm. Jeden wielki psychologiczny
burdel, większy od Candy Mountain. Klaps za złe zachowanie to nie jest
katowanie dziecka. Nie raz sama dostałam i jakoś żyję. Uszczerbków na zdrowiu
nie mam, a zachować się potrafię. Nie twierdzę, że to wszystko dzięki temu, ale
jeśli dziecko wie, że czegoś nie może to nie może. Kiedy człowiek (mały
człowieczek czy też dojrzały obywatel) nie ma czegoś zabronionego pod karą to
równa się to temu, iż jest to dozwolone. Pouczenia nic nie dają. Jednym uchem
wpadają, a drugim wypadają. Jeden wielki bezsens wychowawczy. Gdyby Magdzie dać
klapsa za pyskowanie i bycie arogancką to wiedziałaby, że jest to niewłaściwe.
Inaczej tylko wbija się w swój wizerunek władczyni świata.
Oskarżyć mnie można o propagowanie przemocy, ale to kolejny bezsens i
nadinterpretacja. W takim razie wszystkie poprzednie pokolenia żyły w strachu i
terrorze, a pomimo to potrafią funkcjonować w społeczeństwie. Możliwe, że nawet
lepiej niż zapatrzone w siebie dzieciaki, które niedługo zaczną odbierać dowody
osobiste jako potwierdzenie swej pełnoletniości, a co za tym idzie poświadczenie
o staniu się dojrzałym.
I tylko wciąż powtarzać się chce ze smutkiem w głosie i sentymentem w
oczach: „Ach ta dzisiejsza młodzież…”
~Homarrr

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz