Byłam, zwyciężyłam i wróciłam, a
raczej dotoczyłam się, do domu. Odnośnie muzyki powstało już zapewne wiele
poradników/ rozpisek/ poleceń/ rozkładów dnia (niepotrzebne skreślić). Jednakże
jadąc na festiwal tego typu jako świeżak świeżak przyda się może komuś parę wskazówek co zabrać. Sama głowiłam się nad tym rok temu. Let me be your guide!
Po pierwsze namiot –
chociaż na pewno znalazłoby się parędziesiąt, o ile nie więcej, ludzi, którzy
chętnie by się legowiskiem podzielili. Idąc tym tropem polecam wziąć więcej śledzi do namiotu. Jeden z
bardziej chodliwych towarów na polu namiotowym. Poza tym jest to jedna rzecz,
która może Ci zaginąć i nadnaturalnie zmaterializować się kilka metrów dalej.
Jeśli już o polu wspomniałam to… moim największym błędem w tamtym roku
był brak kaloszy. Swoisty mus have,
gdyż wystarczy tylko odrobina deszczu i pole zamienia się w małe bagienko.
Jeśli ktoś lubi kąpiele błotne to polecam również mały pontonik. O ile owe cudo
techniki mające dawać radość dzieciom (tym większym również) możemy znaleźć w
Gdyni, o tyle już kalosze nie. Nawet najzwyklejsze gumo filce są tak pożądane,
że znikają ze sklepów jak ciepłe bułeczki.
Pogoda lubi płatać figle, nad naszym morzem tym bardziej. Dlatego dobór wachlarza ciuchów powinien być
szeroki. Kurtki, spodenki, spodnie, bluza – słowem, wszystkiego po trochu.
Stanowczo również odradzam zabierania ze sobą swojej miłości pod postacią
białych trampków. Nigdy już nie będą po tym przeżyciu takie same. Trwałe piętno
błotnej nienawiści…
Jeśli jedziecie z przyjaciółmi i śpicie z nimi w jednym namiocie
ustalcie kto jaki kolor skarpetek
zabiera. Najgorsza opcja to trójka ludzi i wszyscy z białymi skarpetkami.
Gwarantuje, że jeszcze rok po wydarzeniu będziecie posiadać ich pojedyncze
skarpety.
Przechodząc dalej w mojej analizie doświadczeń i wyciągania z nich
wniosków – jedzenie. Stosunkowo
ważny aspekt życia. Osobiście polecam nie zabierania ze sobą zapasów na
wszystkie dni festiwalu. Kursujące do Gdyni nieodpłatne autobusy openerowe są
dobrym sposobem na zaopatrywanie się w pożywienie. Codziennie coś świeżego,
albo nawet ciepłego w rozsądnej cenie. O
napojach i „napojach” nie będę wspominać, gdyż… gdyż nie będę wspominać
(aczkolwiek polecam napić się przed koncertami, a piwo na terenie festiwalu
kupować jedynie okazyjnie. Wyjdzie taniej. Oczywista oczywistość).
Prowiant zaliczony.
Jeśli chodzi o kwestie zatrzymywania wspomnień w formie zdjęć – żadne luszczanki nie przejdą. Niestety
jeśli masz stronę XYZ Fotografy, to nie będzie możliwości byś te epickie zdjęcia
tam umieścił. Telefony za to
przejdą, tym nie ma problemów na
bramkach. Osobiście jednak polecam zabranie jakiegoś zwykłego analoga. Kup kliszę, ewentualnie dwie i zdjęcia będą.
Wracając do telefonów… lepszym
rozwiązaniem będzie jeśli weźmiesz jakiś starszy model, bez tych wszystkich
bajerów. Stary, odporny, niezniszczalny. Na pewno klika razy Ci owe urządzenie
upadnie, wpadnie w błoto, położysz się na nim, ktoś może Ci przez przypadek
nadepnąć. Takie bywa życie – twarde i niewzruszone jak zimniok. Poza tym
kwestia ładowania go to druga sprawa. Oczywiście, że Samsung posiadał swój punkt
ładowania telefonów (jak i prania czy prasowania), ale stanie w tej kolejce nie
jest tego warte.
Z rzeczy zupełnie nieprzydatnych, ale fajnych polecam zaopatrzyć się w jakiś znak rozpoznawczy – uszy Myszki
Miki, kocie uszy, strój banana czy też idąc w myśl zeszłorocznych Włochów –
niech czwórka z was przebierze się za kucharzy, a jeden za homara i bansujcie
przy aucie. Fajna sprawa, ułatwiasz znalezienie się w tłumie.
Na pewno o czymś zapomniałam, ale cóż… taki urok sklerotyków.
Najważniejsze to wziąć ze sobą dobry humor i nastawienie typu „o matko,
najlepsze przede mną!”. Na Openerze naprawdę można spotkać super ludzi, warto
wydać te pieniądze chociażby na to.
~Homarrr
P.S. I oczywiście bilet – wypadałoby zabrać.

Skarpetki to ważne.
OdpowiedzUsuńZaklepuje białe - sorry bro ;3.
I w piątek kalosze shopping!
Damn... byłaś szybsza. Mam wszystko w terminarzu, na spokojności.
OdpowiedzUsuń