piątek, 16 maja 2014

Ludzie, ludzie, ludzie - poznawanie z głową i przez szczypce.



Jakiś czas temu przeprowadzałam wywiad, bardziej rozmowę. Nie była to dla mnie zupełna nowość, jednak nie jest to dla mnie również chleb powszedni. Rozmawiając, gdzieś z tyłu głowy mając "nowy" sposób myślenia, zwracałam uwagę w znacznie większym stopniu na to jak kreujemy siebie poprzez rozmowę. To naprawdę zadziwiające jak wiele można wywnioskować o człowieku korzystając tylko z dwóch zmysłów w przeciągu niespełna 80 minut. Zobacz jak można spoglądać na drugą osobę, niekoniecznie przez szczypce.


Pierwsze wrażenie.

Znam tego człowieka, chyba nawet nieźle jak na tak wysoki poziom absencji tejże osobistości w moim dotychczasowym życiu. Dlatego właśnie wyzwaniem było jak najbardziej, a może i całkowicie, odgrodzić to co znane i zbadane. Pole do popisu miała mieć nowa, dotychczas wybitnie ukrywana, wersja mojego rozmówcy.
Nie zmienił się natomiast fakt, że to ja musiałam czekać. Wiadomo, że kobiety tego nie lubią, jednakże ja do tego przywykłam i już mnie to nie irytuje.
Przyszedł w końcu. Ku mej radości, a nie wynikała ona jedynie z faktu, iż uda mi się dzięki temu zaliczyć semestr, element strasznie przeze mnie ceniony został rozwinięty. Chodzi mi tutaj o elegancje w całym tym słowa znaczeniu. Tak mało mężczyzn dziś dobrze wygląda, nie chodzi mi o to, że każdy powinien nosić garnitury i koszule ze stójką, lecz... Czyż świat nie byłby piękniejszy gdyby koszuli nie traktowano jako element przynależny do ekwipunku niedzielnej mszy? Wciąż na to po cichu liczę, delektując się nielicznymi perełkami mającymi totalnie inne zasady.

Bajdurzenie i nadmierna liczba dygresji kiedyś mnie zgubi...

Wracając do mojego rozmówcy i starego-nowego pierwszego wrażenia. Poza elegancją do oczu od razu przebija się niezwykle urzekający uśmiech. Pierwsze co przychodzi na myśl patrząc na tego typu zjawisko to fakt szczerości, udziela się w takim momencie poczucie, że przecież wszystko jest dobrze, a jak nie jest to zaraz będzie. Uśmiech, oczy, sposób w jaki rozglądając się po sali w lekkim skupieniu w sekundzie wracając do uśmiechu skierowanego tylko dla jednej osoby... I chociaż ma się świadomość, że ten uśmiech widziało i zobaczy jeszcze mnóstwo osób to odczuwa sie jeszcze jakąś taką wyjątkowość.
Pierwsze wrażenie. Tak. Chyba widać jak wypadło. Czarujący osobnik mający chłopięcy urok, przykryty na pozór płaszczem elegancji dwudziestolecia międzywojennego.

Rozmowa.

Rozmowa jak to rozmowa. Temat był kontrowersyjny, lecz nasze w jakimś stopniu zbliżone poglądy pozwoliły zapobiec dewastacji kawiarni, w której się znajdowaliśmy.
Sposób mówienia mojego towarzysza był niezwykle ciekawy. Temat o patriotyzmie, więc pewnego rodzaju powaga się wkradała, lecz sposób płynnego i dość swobodnego toku rozumowania, a co za tym idzie i mówienia, niwelował wszelkiego rodzaju zarzuty, iż młodzież się wymądrza i wynosi na wyżyny pseudointelektualizmu, nie znając historii, sytuacji czy kontekstu. Co chwila zbyt poważne, przydługawe wywody okraszane były czarującym uśmiechem numer 4 lub śmiechem z zestawu 2 rozluźniającym ciężar tematu. Wszystko to wydawało się misternie przemyślaną taktyką.
Jednakże od perfekcji rozmówcę mego różnił jeden jedyny pojedynczy punkt. Doświadczenie. Widać oczywiście, że wie o czym mówi. Widać, że nie raz musiał bronić swoich racji, a nawet pewnie samego siebie jako osoby o poglądach prawicowych. Widać, że rozmowa to nie jest dla niego mordęga. Widać jedynie braki doświadczenia. W czym się to objawia i jak to rozpoznać? To akurat proste pytanie. Widać, że od pewnego stopnia swoboda ruchów jest wymuszona. Zdradzają to lekko drżące ręce trzymające filiżankę czy słowotok, który (chyba w rozumieniu mego rozmówcy) nieładnie byłoby przerwać i skorzystać z sekundowej przerwy na poukładanie następnych myśli dzięki łykowi przepysznej kawy. Nieco nerwowe spojrzenia to w bok to właśnie na filiżankę powodowały u mnie pewnego rodzaju poczucie winy i myśli, że chyba czas zabrać odpowiedzialność mówienia z mego towarzysza tak by mógł on zwilżyć usta lub po prostu wziąć oddech.

Rozmówca wie o czym mówi, mniej więcej (bardziej więcej) wie jak to powiedzieć. Czysto ludzkie rozproszenia uwagi przykryte czysto ludzkim czarem. Generalnie nadal jestem bardzo mile zaskoczona.

Porównanie, bo to takie ludzkie.

Pozbycie się przedsądów wynikających ze znajomości pozbyciem, lecz w pewnym momencie dochodzi do głowy myśl, że w sumie to kurcze... porównajmy jedną osobę po jakimś tam okresie.
Zmiany kosmetyczne w zachowaniu, ale także ubiorze, potrafią zmienić człowieka całkowicie. To jest wskazówka dla ludzi, którzy myślą, że jeśli coś ma być widoczne to musi być rozmiarów na przykład gotowego do ataku Mausa.
Kolejną rzeczą, którą przy odpowiednim spojrzeniu można łatwo zauważyć to akurat coś co pozostaje niezmienne. Swoisty urok. Niby z tym trzeba się urodzić, ale moim zdaniem można to wypielęgnować. Nie można natomiast przestać o to dbać, ponieważ gdy tak sie dzieje staje się to cechą drażniącą, która mierzi wspomnienia osoby w pamięci. W tym wypadku urok pozostał na swoim miejscu i widać, iż mój towarzysz potrafi z niego korzystać, widać że robi to świadomie i dba o tą zaletę. Gdyby moim zadaniem byłoby przyznawanie plusów za jakąś cechę danej osoby to największy plus na świecie dostawałoby się właśnie za to.

Reasumując, gdyż jak się zaczyna należy również kończyć.

Ocenianie ludzi nie jest mocną stroną ludzi. Często robi się to pochopnie, na podstawie zasłyszanych strzępków informacji. Oczywiście, że zwyczajnym jest, iż oceniamy nowo poznane osoby, tego wymaga swoisty kod społeczno-kulturowy. Bez interpretacji nie byłoby możliwe tworzenia własnego mikrospołeczeństwa dookoła siebie. Należy jednak pamiętać aby wyzbyć się przedsądów, wyzbyć się tego co zobaczył znajomy znajomego albo pani w warzywniaku. My to my i jeśli już oceniamy na własną potrzebę to róbmy to my, a nie nasi znajomi. Potem ewentualny błąd co do wyboru znajomych możemy zarzucić tylko sobie.


~Homarrr


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz