Jakiś czas temu przeprowadzałam
wywiad, bardziej rozmowę. Nie była to dla mnie zupełna nowość, jednak nie jest
to dla mnie również chleb powszedni. Rozmawiając, gdzieś z tyłu głowy mając
"nowy" sposób myślenia, zwracałam uwagę w znacznie większym stopniu
na to jak kreujemy siebie poprzez rozmowę. To naprawdę zadziwiające jak wiele
można wywnioskować o człowieku korzystając tylko z dwóch zmysłów w przeciągu
niespełna 80 minut. Zobacz jak można spoglądać na drugą osobę, niekoniecznie
przez szczypce.
Pierwsze wrażenie.
Znam tego człowieka, chyba nawet nieźle jak na tak wysoki poziom
absencji tejże osobistości w moim dotychczasowym życiu. Dlatego właśnie
wyzwaniem było jak najbardziej, a może i całkowicie, odgrodzić to co znane i
zbadane. Pole do popisu miała mieć nowa, dotychczas wybitnie ukrywana, wersja
mojego rozmówcy.
Nie zmienił się natomiast fakt, że to ja musiałam czekać. Wiadomo, że
kobiety tego nie lubią, jednakże ja do tego przywykłam i już mnie to nie
irytuje.
Przyszedł w końcu. Ku mej radości, a nie wynikała ona jedynie z faktu,
iż uda mi się dzięki temu zaliczyć semestr, element strasznie przeze mnie
ceniony został rozwinięty. Chodzi mi tutaj o elegancje w całym tym słowa
znaczeniu. Tak mało mężczyzn dziś dobrze wygląda, nie chodzi mi o to, że każdy powinien
nosić garnitury i koszule ze stójką, lecz... Czyż świat nie byłby piękniejszy
gdyby koszuli nie traktowano jako element przynależny do ekwipunku niedzielnej
mszy? Wciąż na to po cichu liczę, delektując się nielicznymi perełkami mającymi
totalnie inne zasady.
Bajdurzenie i nadmierna liczba dygresji kiedyś mnie zgubi...
Wracając do mojego rozmówcy i starego-nowego pierwszego wrażenia. Poza
elegancją do oczu od razu przebija się niezwykle urzekający uśmiech. Pierwsze
co przychodzi na myśl patrząc na tego typu zjawisko to fakt szczerości, udziela
się w takim momencie poczucie, że przecież wszystko jest dobrze, a jak nie jest
to zaraz będzie. Uśmiech, oczy, sposób w jaki rozglądając się po sali w lekkim
skupieniu w sekundzie wracając do uśmiechu skierowanego tylko dla jednej
osoby... I chociaż ma się świadomość, że ten uśmiech widziało i zobaczy jeszcze
mnóstwo osób to odczuwa sie jeszcze jakąś taką wyjątkowość.
Pierwsze wrażenie. Tak. Chyba widać jak wypadło. Czarujący osobnik
mający chłopięcy urok, przykryty na pozór płaszczem elegancji dwudziestolecia
międzywojennego.
Rozmowa.
Rozmowa jak to rozmowa. Temat był kontrowersyjny, lecz nasze w jakimś
stopniu zbliżone poglądy pozwoliły zapobiec dewastacji kawiarni, w której się
znajdowaliśmy.
Sposób mówienia mojego towarzysza był niezwykle ciekawy. Temat o
patriotyzmie, więc pewnego rodzaju powaga się wkradała, lecz sposób płynnego i
dość swobodnego toku rozumowania, a co za tym idzie i mówienia, niwelował
wszelkiego rodzaju zarzuty, iż młodzież się wymądrza i wynosi na wyżyny
pseudointelektualizmu, nie znając historii, sytuacji czy kontekstu. Co chwila
zbyt poważne, przydługawe wywody okraszane były czarującym uśmiechem numer 4
lub śmiechem z zestawu 2 rozluźniającym ciężar tematu. Wszystko to wydawało się
misternie przemyślaną taktyką.
Jednakże od perfekcji rozmówcę mego różnił jeden jedyny pojedynczy
punkt. Doświadczenie. Widać oczywiście, że wie o czym mówi. Widać, że nie raz
musiał bronić swoich racji, a nawet pewnie samego siebie jako osoby o poglądach
prawicowych. Widać, że rozmowa to nie jest dla niego mordęga. Widać jedynie
braki doświadczenia. W czym się to objawia i jak to rozpoznać? To akurat proste
pytanie. Widać, że od pewnego stopnia swoboda ruchów jest wymuszona. Zdradzają
to lekko drżące ręce trzymające filiżankę czy słowotok, który (chyba w
rozumieniu mego rozmówcy) nieładnie byłoby przerwać i skorzystać z sekundowej
przerwy na poukładanie następnych myśli dzięki łykowi przepysznej kawy. Nieco nerwowe
spojrzenia to w bok to właśnie na filiżankę powodowały u mnie pewnego rodzaju
poczucie winy i myśli, że chyba czas zabrać odpowiedzialność mówienia z mego
towarzysza tak by mógł on zwilżyć usta lub po prostu wziąć oddech.
Rozmówca wie o czym mówi, mniej więcej (bardziej więcej) wie jak to
powiedzieć. Czysto ludzkie rozproszenia uwagi przykryte czysto ludzkim czarem.
Generalnie nadal jestem bardzo mile zaskoczona.
Porównanie, bo to takie ludzkie.
Pozbycie się przedsądów wynikających ze znajomości pozbyciem, lecz w
pewnym momencie dochodzi do głowy myśl, że w sumie to kurcze... porównajmy
jedną osobę po jakimś tam okresie.
Zmiany kosmetyczne w zachowaniu, ale także ubiorze, potrafią zmienić
człowieka całkowicie. To jest wskazówka dla ludzi, którzy myślą, że jeśli coś
ma być widoczne to musi być rozmiarów na przykład gotowego do ataku Mausa.
Kolejną rzeczą, którą przy odpowiednim spojrzeniu można łatwo zauważyć
to akurat coś co pozostaje niezmienne. Swoisty urok. Niby z tym trzeba się
urodzić, ale moim zdaniem można to wypielęgnować. Nie można natomiast przestać
o to dbać, ponieważ gdy tak sie dzieje staje się to cechą drażniącą, która
mierzi wspomnienia osoby w pamięci. W tym wypadku urok pozostał na swoim
miejscu i widać, iż mój towarzysz potrafi z niego korzystać, widać że robi to
świadomie i dba o tą zaletę. Gdyby moim zadaniem byłoby przyznawanie plusów za
jakąś cechę danej osoby to największy plus na świecie dostawałoby się właśnie
za to.
Reasumując, gdyż jak się zaczyna należy również kończyć.
Ocenianie ludzi nie jest mocną stroną ludzi. Często robi się to
pochopnie, na podstawie zasłyszanych strzępków informacji. Oczywiście, że
zwyczajnym jest, iż oceniamy nowo poznane osoby, tego wymaga swoisty kod
społeczno-kulturowy. Bez interpretacji nie byłoby możliwe tworzenia własnego
mikrospołeczeństwa dookoła siebie. Należy jednak pamiętać aby wyzbyć się
przedsądów, wyzbyć się tego co zobaczył znajomy znajomego albo pani w
warzywniaku. My to my i jeśli już oceniamy na własną potrzebę to róbmy to my, a
nie nasi znajomi. Potem ewentualny błąd co do wyboru znajomych możemy zarzucić
tylko sobie.
~Homarrr

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz