środa, 3 kwietnia 2013

Pokolenie burn out to my.




Wyprani ze wszelkich emocji i błąkający się od lokalu do lokalu szukając taniej i chwilowej rozrywki, która pozwoli zapomnieć o przygnębiającej rzeczywistości choć na chwilę. Alkohol przestał już pomagać - teraz jest czynnikiem depresyjnym - ale mimo to najtańszym z możliwych „odurzaczy” (nie licząc oczywiście strzału młotkiem w łeb). Te wszystkie famme fatal: Hera, Minka, Koka, Marysia… Tyle nieszczęść do sprowadzenia na siebie, a tak mało czasu i funduszy. Wyprani, całkowicie wyprani. Wkraczamy w życie jako pokolenie burn out. 
 

Jeszcze parę lat temu inaczej patrzyło się na nas. Na ludzi najmłodszych w tym prawdziwym życiu, gdzie nie liczą się już wielkości balonów zrobionych z gumy za 30 groszy. Prawdziwe życie, gdzie trzeba zapłacić by żyć i egzystować w społeczności. Jeszcze nie tak dawno temu byliśmy tym czynnikiem zmianowym – to my wnosiliśmy świeżość i zapał do pracy. Obecnie? Jesteśmy kopią kopii, ulotkami zatykającymi skrzynki na listy. Wszyscy tacy sami i tak samo myślący o tym samym -  zarobić. Zarobić i mieć status. Być kimś = mieć pieniądze. Taka sytuacja…

Należę do tych wszechobecnych ulotek. To smutne, ale mam tego świadomość, a więc łatwiej mi z tym walczyć i rozpracować system by być tą jedną z nielicznych z nielicznej grupy nielicznych. Problem jest jednak taki, że aby walczyć z systemem trzeba przez system przejść. To wymaga wielu niezłomnych cech charakteru, gdyż to powolne wypieranie z marzeń i celów, wyższych niż kubek czarnej kawy rano, jest silnym procesem społecznym. Jest to proces powszechnie istniejący i zbierający obfite żniwo.
Wszystkie niekonwencjonalne plany, które można sobie obrać uważane są za mrzonki z czasów lat szczenięcych, gdzie co drugi chłopiec chciał być strażakiem, a dziewczynka baletnicą. Jednak, gdy powie się: „chcę być anonimowym pracownikiem, jednostką należącą do jednej, wielkiej, szarej kupy ludzi, pracujących za średnie wynagrodzenie. Człowiekiem spędzającym w pracy za biurkiem 12 godzin dziennie, wychodzącym z domu przed 7 i wracającym po 19. Chcę mieć markowe ubrania, ładne mieszkanie, nowoczesne meble, chcę być nieszczęśliwym i niespełnionym trybem biurokratycznej machiny!”, jeśli tak powiesz moja droga ulotko, to… to mama Cię uściska i uroni łzę nad swym mądrym dziecięciem, ojciec dumnie spojrzy i pokiwa głową z aprobatą, babcia wciśnie cuksa i pogłaszcze po głowie. Tyle mądrości życiowej w tym młodym człowieku!

Prawo do buntu zostaje stłamszone. Zabijamy je w sobie od razu. Wiemy, że nie ma czasu na takie szaleństwa, bo nawet chwila zwłoki w planowaniu życia może nas od razu zdyskwalifikować. Chwila zawahania i nie ma co liczyć na dogonienie czołówki, a co dopiero mówić o objęciu prowadzenia. Młodzi ludzie - my - coraz bardziej i coraz szybciej osiągamy mentalność czterdziestolatków.
Zapalaj papierosa. Papieros to idealny zabijacz każdego smaku, a smak jest przecież zbędny. I tak wszystko smakuje jak przez kalkę. Jedna, wielka, chińska fabryka wszystkiego.

Może i przesadzam.
Może i generalizuje.
Może i mam coś na kształt histerii.
Może mówię prawdę.
Może i kłamię.
Może i nikt tego nie czyta.
Może morze jest szerokie.
Idę po moją chińską pomarańczę.

~ Homarrr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz