Wyprani ze wszelkich emocji i błąkający się od lokalu do
lokalu szukając taniej i chwilowej rozrywki, która pozwoli zapomnieć o
przygnębiającej rzeczywistości choć na chwilę. Alkohol przestał już pomagać - teraz
jest czynnikiem depresyjnym - ale mimo to najtańszym z możliwych „odurzaczy”
(nie licząc oczywiście strzału młotkiem w łeb). Te wszystkie famme fatal: Hera,
Minka, Koka, Marysia… Tyle nieszczęść do sprowadzenia na siebie, a tak mało
czasu i funduszy. Wyprani, całkowicie wyprani. Wkraczamy w życie jako pokolenie burn out.
Jeszcze parę lat
temu inaczej patrzyło się na nas. Na ludzi najmłodszych w tym prawdziwym życiu,
gdzie nie liczą się już wielkości balonów zrobionych z gumy za 30 groszy.
Prawdziwe życie, gdzie trzeba zapłacić by żyć i egzystować w społeczności.
Jeszcze nie tak dawno temu byliśmy tym czynnikiem zmianowym – to my wnosiliśmy
świeżość i zapał do pracy. Obecnie? Jesteśmy
kopią kopii, ulotkami zatykającymi skrzynki na listy. Wszyscy tacy sami i
tak samo myślący o tym samym - zarobić.
Zarobić i mieć status. Być kimś = mieć pieniądze. Taka sytuacja…
Należę do tych
wszechobecnych ulotek. To smutne, ale mam tego świadomość, a więc łatwiej mi z
tym walczyć i rozpracować system by być tą jedną z nielicznych z nielicznej
grupy nielicznych. Problem jest jednak taki, że aby walczyć z systemem trzeba
przez system przejść. To wymaga wielu niezłomnych cech charakteru, gdyż to
powolne wypieranie z marzeń i celów, wyższych niż kubek czarnej kawy rano, jest
silnym procesem społecznym. Jest to proces powszechnie istniejący i zbierający
obfite żniwo.
Wszystkie
niekonwencjonalne plany, które można sobie obrać uważane są za mrzonki z czasów
lat szczenięcych, gdzie co drugi chłopiec chciał być strażakiem, a dziewczynka
baletnicą. Jednak, gdy powie się: „chcę być anonimowym pracownikiem, jednostką
należącą do jednej, wielkiej, szarej kupy ludzi, pracujących za średnie
wynagrodzenie. Człowiekiem spędzającym w pracy za biurkiem 12 godzin dziennie,
wychodzącym z domu przed 7 i wracającym po 19. Chcę mieć markowe ubrania, ładne
mieszkanie, nowoczesne meble, chcę być nieszczęśliwym i niespełnionym trybem
biurokratycznej machiny!”, jeśli tak powiesz moja droga ulotko, to… to mama Cię
uściska i uroni łzę nad swym mądrym dziecięciem, ojciec dumnie spojrzy i pokiwa
głową z aprobatą, babcia wciśnie cuksa i pogłaszcze po głowie. Tyle mądrości
życiowej w tym młodym człowieku!
Prawo do buntu
zostaje stłamszone. Zabijamy je w sobie od razu. Wiemy, że nie ma czasu na
takie szaleństwa, bo nawet chwila zwłoki w planowaniu życia może nas od razu
zdyskwalifikować. Chwila zawahania i nie ma co liczyć na dogonienie czołówki, a
co dopiero mówić o objęciu prowadzenia. Młodzi
ludzie - my - coraz bardziej i coraz szybciej osiągamy mentalność
czterdziestolatków.
Zapalaj
papierosa. Papieros to idealny zabijacz każdego smaku, a smak jest przecież
zbędny. I tak wszystko smakuje jak przez kalkę. Jedna, wielka, chińska fabryka
wszystkiego.
Może i
przesadzam.
Może i
generalizuje.
Może i mam coś na
kształt histerii.
Może mówię
prawdę.
Może i kłamię.
Może i nikt tego
nie czyta.
Może morze jest
szerokie.
Idę po moją
chińską pomarańczę.
~ Homarrr

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz