To smutne, że czasem możemy mieć
tak bardzo różne pojęcia tego samego zjawiska. Czasem coś co dla nas jest
pewnikiem, dla drugiej osoby zaangażowanej już tym pewnikiem nie jest. Właśnie
to jest powodem zawiedzeń i niespełnionych oczekiwań. Właśnie to jest powodem,
że wszystko zaczyna toczyć się w złym kierunku.
Parę słów, jedno stwierdzenie i zaczynasz się zastanawiać czy w ogóle
warto odpowiadać. Stwierdzasz, że jedno wytłumaczenie swojej postawy i punktu
widzenia i masz to gdzieś. Wszystko masz ostatnio gdzieś, a walka o ludzi,
którzy nie walczą tylko się poddają praktycznie przy napotkaniu pierwszej
przeszkody, może być dla Ciebie zbyt trudna. Taka właśnie się ta walka staje –
w tej chwili, wśród zupełnej ciszy dociera to do Ciebie coraz wyraźniej i coraz
brutalniej dobija się to do czaszki. Starałaś się i naprawdę próbowałaś, a
zachęcenie Cię do takiego działania wcale nie jest łatwe. Zaangażowanie musi
być dla Twej osóbki wyzwaniem. Cóż
kochanie, wyzwanie Cię przerosło.
Kiedy zaczynasz nazywać kogoś przyjacielem pewne prawdy bierzesz za
pewnik. Tym bardziej, że osoba ta upewnia Cię i mówi Ci to prosto w oczy
siedząc stosunkowo (bardzo) blisko. Ona, poprawia włosy i nigdy nie kłamie
prosto w oczy, to jest chamstwo. Powiedziała, że obiecuje? Powiedziała.
Powtórzyła to ze dwa razy i przytuliła się po raz enty. Dlaczego, więc w to
wątpisz? Miała jakieś powody ku temu by dzielić się tym ze światem? Odpowiedz
sobie na to pytanie sam w swojej głowie. To, że z kimś rozmawia szczerze jest
powodem do chwalenia się i czucia się lepszym, bo rzekomo poinformowana osoba
ma się tak dobrze z Tobą znać? Śmieszne. Szczerość jest wybitnie personalnym i
intymnym zjawiskiem, obietnica tak samo. To smutne, że to ona tak uważała, choć
nie ma kręgosłupa moralnego.
Ona się już teraz ironicznie śmieje. Coś w niej pękło, a ma za daleko
do sklepu by iść po klej. Wraca do dawnego stanu i przestaje ją to obchodzić.
Zawiodła się. Słowo to słowo.
- Nie obiecuję byle czego. Dla
mnie słowo to kwestia najważniejsza.
- Dla mnie też słowo jest
najważniejsze. Ufam Ci.
Chyba jednak nie. Zdenerwowałeś mnie. Gratuluję, bo to sukces w moim
obecnym stanie. Wiem, że najpewniej teraz będziesz przepraszał ze trzy dni i
będziesz się czuł źle, ale… wybacz. Przestaje mnie to obchodzić. Wydawać się to
może śmieszne, ale zraniłeś mnie w odsłonięty, po raz pierwszy od dawien dawna)
punkt. Pokazałam Ci siebie, a Ty zwyczajnie wbiłeś tam sztylet. Zabawne, bo
liczyłam, że akurat Ty tego nie zrobisz, a teraz siedzę i piszę to szybciej niż
cokolwiek innego. W głowie wciąż widzę ten sam obraz, a na ustach bez końca
niesie mi się modne ostatnimi czasy słowo: „bullshit”.
Słowo miało być dla Ciebie najważniejsze. Widocznie nie moje, a to
duży minus dla naszej relacji, jak dotąd nazbyt idealnej, Przyjacielu. To daje
mi do myślenia, czy aby na pewno bierzesz mnie na poważnie czy zwyczajnie
jesteś ciekawy i chcesz podratować swoje upadłe ego. To mnie smuci. Same myśli
tego rodzaju mnie smucą, ale widocznie takie jest życie, przejechałam się być
może po raz kolejny.
Nie wiem i to mnie martwi.
Nie wiem czy to źle, że ufałam bezgranicznie w Twoje słowa – obiecałeś
mówić mi prawdę.
Nie wiem jak to dalej się potoczy i nie wiem czy ja będę to dalej
toczyć. Teraz, mówiąc szczerze, nie mam najmniejszej ochoty.
~Homarrr

Do kogo kierujesz te słowa?
OdpowiedzUsuńNo kurde, u Ciebie nie ma opcji "obserwuj", a tak śledziłabym na bieżąco, bo lubię.
OdpowiedzUsuńProszę! Specjalnie dla Ciebie zrobiłam! Pod postami możesz dodać adres e-mail i w razie nowości mój blog sam Cię o tym poinformuje :)
UsuńSwoją drogą gdyby nie Ty to nawet bym na to nie wpadła! Dzięki!